niedziela, 28 lutego 2016

Puchar Ligi Angielskiej, czyli FC Liverpool - Manchester City

Wielkie święto angielskiej piłki nożnej. Pierwsze trofeum do wygrania w tym sezonie. Do wygrania spora pula pieniędzy, czyli wszystko czego potrzebuje współczesny sport, żeby stworzyć wielkie wydarzenie. FC Liverpool pod wodzą Jurgena Kloppa chce grać łapczywy futbol, natomiast Manchester City stworzony za wielkie pieniądze (w ciągu ostatnich 10 lat 500 mln funtów) drużyna ma swoją jakość w nogach poszczególnych piłkarzy.


Od pierwszych minut spotkanie jak widać z ustawienia zespołów polegało na badaniu przeciwnika. Aż szkoda, że jeszcze Pep nie prowadzi Manchesteru, bo moglibyśmy się spodziewać huraganowego ataku od pierwszej minuty. Musimy poczekać jeszcze pół roku. Tymczasem po 15 minutach gry trudno przewidzieć co stanie się dalej. Żadna z drużyn nie forsowała tempa. W starciu z Liverpoolczykiem straty na zdrowiu poniósł 26-letni obrońca FC Mamadou Sakho doznał urazu głowy i kilka minut później musiał zostać zmieniony. Stało się to na czego wszyscy czekali. Od 25 minuty spotkanie nabrało charakteru bratobójczej walki pomiędzy reprezentantami Wybrzeża Kości Słoniowej 34-letniego Kolo Toure i 32-letniego Yaya Toure.
Manuel Luis Pellegrini Ripamonti jeszcze spokojny, a właściwie to co ma się przejmować, jego przyszłość jest przesądzona.



W 23 minucie świetną indywidualną akcję rozegrał Sergio Aguero, skubaniec znalazł kawałek miejsca i strzelił z krawędzi pola karnego w prawy dolny róg bramki, na szczęście dla FC Simon Mignolet wspaniale wybił piłkę, na szczęście na słupek. A Steve McManaman głośno wypowiedział, że może stać się cud i nowym bogiem w Liverpoolu może stać się trener, który zdobędzie Puchar Ligi, czyli Jurgen Klopp.
Pierwsza połowa falowa, raz lekka przewaga jednego, a raz drugiego zespołu. Ani chilijski trener, ani niemiecki nie są w stanie zmienić sposobu gry angielskiego zespołu. Szarpanie i wrzucanie, płynność często przerywana błędami własnymi. Fragment pucharu wygląda tak:


Pierwsza połowa skończyła się rozczarowaniem. Kunktatorski mecz, a przecież zwycięzca tego pojedynku ma pewne miejsce w Lidze Europejskiej. Nie padła żadna bramka, zawodnicy nie wykazali się szczególnymi umiejętnościami indywidualnymi. Sędzia pozwalał na zbyt wiele i dochodziło do niebezpiecznych zagrań. Najbardziej, wydawałoby się ucierpiał 27-letni Sergio Aguero, ale on ma tak mocne nogi, że powinien jeszcze z ciężarkami grać.


Statystyki po pierwszej połowie.


W przerwie meczu w Polsce Legia strzeliła Ruchowi na 1 : 0. W Holandii Milik cieszył się z gola strzelonego w meczu z Alkmaar. Dortmund przegrywa z Wieśniakami. Jednak przerwa to przerwa. Ondrej Duda zmarnował doskonałą sytuację. Na murawę boiska na Wembley wybiegli zawodnicy FC i MC. Druga połowa rozpoczęła się tak, jakby bardziej myśleli o dogrywce niż o chwili obecnej. Aż w końcu Aguero w jednej akcji zawiódł, ale w drugiej pokazał klasę i podał 30-letniemu Fernandinho, a ten zaczarował bramkarza 27-letniego Belga Simona Mignoleta, który popełnił bardzo poważny błąd bramkarski.


Nareszcie mecz się ożywił. Koniec z kunktatorstwem. Trzeba grać. Ale z drugiej strony lepiej byłoby, gdyby to prowadził Liverpool. 23-letni Brazylijczyk Philippe Coutinho, 24-letni Roberto Firmino też Brazylijczyk i 23-letni Hiszpan Alberto Moreno zawodnicy FC mieszkają niedaleko siebie, spotykają się, spędzają ze sobą wspólnie czas, są przyjaciółmi niemal jak w seriali amerykańskich. To oni powinni wygrać, bo podobno przyjaźń zwycięża pieniądze.

W natarciu po zdobyciu gola pozostali zawodnicy z Manchesteru. Klopp patrzył i zastanawiał się co może jeszcze zmienić, żeby zespół się przełamał i strzelił wyrównującego gola. W czasie tych medytacji Milner zmarnował bardzo dobrą sytuację strzelając pięciu metrów od bramki pięć metrów od bramki. W 72 minucie Moreno zastąpił 27-letni Adam Lallana powracający do zdrowia. Jakiś czas temu Lallana był bohaterem meczu, ponieważ strzelił na 5 : 4 wchodząc z ławki rezerwowych, ale wiemy, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Wie o tym Lewandowski, ponieważ raz wszedł do rzeki, którą historia nazwała pięć w dziewięć, ale drugi raz już tam nie wejdzie. Klopp intensywnie myślał i myślał, bardzo chciał i chciał.

Ostatni kwadrans, czyli czas, w którym obowiązuje już syndrom 70 minuty rozpoczął się od pokazu siły woli Liverpoolczyków. Natarli. Było blisko, ale Milner niestety nie wyczuł tempa akcji i zwolnił i zaprzepaścił, a akcji dotarła już do pola karnego MC. W odpowiedzi zawodnicy szejkowi przeprowadzili szybką akcję, jak zwykle doskonale rozegrał Aguero, zięć Maradony, i jak zwykle, bo drugi już raz w tym meczu sytuacji stuprocentowej nie wykorzystał 21-letni Anglik Raheem Sterling.

Sposób w jaki padł gol dla FC Liverpol to przykład wiary, że może się udać. Piłka w zamieszaniu na 16 metrze trafiła do zawodnika na skrzydle ten wzdłuż bramki, bramkarz nie złapał, obrońcy nie zdążyli, atakujący trafił słupek (piłką) i dobił wszystko 23-letni Brazylijczyk Philippe Coutinho.


Obrońcy Manchesteru wyglądali jak na plaży, większość już leżała, a pozostali szli pod zimną wodę. Znowu od tego momentu bracia Youre byli na remis. To spotkanie nie mogło zakończyć się remisem.

Zawodnicy mieli dobre przeczucie grając spokojnie od początku meczu. Wiedzieli, że będzie dogrywka. I stało się. Po 93 minutach sędzia ogłosił dźwiękiem gwizdka zakończenie meczu, tym samym dał znać, że za chwilę zaczynamy dogrywkę. Klopp wykorzystał ten moment na zmotywowanie swoich zawodników do jeszcze intensywniejszej gry i większej ostrożności w obronie.


W czasie na motywowanie 21-letni Anglik Raheem Sterling rozpamiętywał swoje dwie stuprocentowe sytuacje, które przesądziły o losach meczu i zwycięstwie nad okrutnym przeciwnikiem, z którego odszedł przed rozpoczęciem sezonu. 49 mln funtów kosztował ten młodzian szejków naftowych.
Trzy zmiany wykorzystał Klopp, a Manuel Pellegrini dopiero wykorzystał jedną. Zawodnicy Liverpoolu mieli jakby mniej sił, chociaż kto to wie. Zawodnicy Borussii pod wodzą Kloppa byli najbardziej wybieganą drużyną Bundesligi. W klasyfikacji na ilość żółtych kartek stosunkiem 4 : 2 wygrywali zawodnicy z Liverpoolu. Takie spotkania zawsze wymagają żelaznej kondycji.
W ostatniej minucie pierwszej części dogrywki Mignolet popisał się doskonałą interwencją i obronił strzał Aguero z pięciu metrów. Niesamowite. Bramkarz z Belgii idzie w ślady Jerzego Dudka, który został wybrany piłkarzem meczu finale Ligi Mistrzów.
Druga część dogrywki to wymiana ciosów pięściarzy wagi ciężkiej. Uderzenie za uderzenie. Blisko ponownie był Aguero, blisko byli chłopaki z miasta Beatlesów, a najbardziej Origi. A potem był niewykorzystany przez Aguero błąd Milnera. I walka, i zmęczenie, i kulejący Yaya Toure, i tyrający jak wół kapitan FC 25-letni Jordan Henderson, i dobrze interweniujący Kolo Toure, i za chwilę zapasy Yaya Toure z Lallaną, i żółte kartki dla nich, potem faul za faulem pod polem karnym The Reds, rzut rożny dla The Citizens, i jeszcze jeden rzut rożny i walka, i walka, i koniec. Rzuty karne.
A jak rzuty karne to bez historii, bo to przecież jest losowanie bez Infantino.
Wspaniałe widowisko przejdzie do historii jako spotkanie walecznych drużyn z młodymi gwiazdami.