środa, 16 marca 2016

Barcelona przeskoczyła Arsenal, a Bayern... czy to szczęście czy wola walki Lewandowskiego?

Tego nie mógł przewidzieć Pep Wielka Kasiora Guardiola. Po pół godzinie gry Bayern u siebie przegrywał z Juventusem 0 : 2. Pojawiło się zwątpienie, a dalej był stress i obrazy porażki jakie widzieli zawodnicy oczami wyobraźni na nagłówkach jutrzejszych gazet: Bayern upokorzony na własnym boisku przez zranioną Starą Damę i tym podobne. Monachijczycy - pewni siebie, bo przepojeni niemiecką myślą szkoleniową biegali w myśl hiszpańskiego geniusza na glinianych nogach. Nie jest łatwo odrobić dwóch bramek. Kibice patrzyli z niedowierzaniem na to co działo się przez 45 minut na boisku. A ci, którzy nie mieli okazji oglądać pojedynku na żywo przeklinali trenera Bayernu, że jeszcze takie stworzenie ma kontrakt ważny do końca sezonu. Jak to się stało, że gigant Bayern Monachium na własnym boisku nie potrafi strzelić gola zespołowi w eksperymentalnym składzie? Odpowiedź jest prosta. Trener Allegri poczytał gazety i doskonale się orientował jak gra jego przeciwnik, który wbrew buńczusznym zapowiedziom twórcy piłkarskiego tic tac toe, gra schematycznie i nieudolnie. Życzymy hiszpańskiego trenera naszym przyjaciołom w Anglii, a konkretnie nie w Londynie.

Druga połowa zaczęła się od sprzeczki byłych kolegów, a może i nie kolegów Artura Vidala i Lichtsteinera. Gdyby można było włożyć poziom frustracji zawodników Bayernu do tak zwanej próbówki to pewno zagotowałaby się i podniosła temperaturę do poziomu wrzenia. Douglas Costa swoimi znanymi już zwodomi mijał zawodników Juve, ale niestety nie wypracował kończącego podania. Po kilku minutach Turyńczycy mogli już dwa razy podnieść wynik do beznadziejnego dla Bayernu wyniku 0 : 3! Czy ten wynik był brany pod uwagę przez kogokolwiek w siedmiomiliardowym świecie?

Okazuje się, że futbol to gra wymagająca nie tylko umiejętności piłkarskich, ale również żelaznej psychiki. Bayern dzięki modlitwom nadwiślańskim wyrównał kopnięciem Muellera na 2 : 2, a nasz prezes piłki PZPN Zbigniew Boniek psioczy, że Juve - jego były klub, jak wszyscy pamiętamy mógł prowadzić 3 : 0. Wczoraj mecz pomiędzy faworyzoranym Atletico Madryt z małym kopciuszkiem PSV Eindhoven (czy ktoś wie gdzie jest to małe miasteczko, trochę większe od Olsztyna) nikt nie przypuszczał, że dojdzie do karnych. A dzisiaj oglądamy spektakl według tego samego scenariusza, a na dodatek jedna i druga drużyna ma bardzo dobrego bramkarza. Wczoraj piłkarze strzeli 14 karnych po kolei! Niesamowite.

Po tak długim pojedynku wszyscy zmęczeni. 75 tysięcy ludzi na stadionie przestało myśleć o meczu, Niemcy to nie żywiołowi Hiszpanie z Madrytu.  Niemcy opadli z sił, przestali bardzo głośno kibicować, a mecz toczył się powoli ku końcowi. Aż w końcu w 108 i 110 minucie Monachijczycy załatwili sobie przepustkę do następnej rundy. Dwie zabójcze akcje na dużym zmęczeniu, a więc nie ma co ich opisywać, bo przypadku było sporo, zdecydowały. Bayern gra dalej.