piątek, 4 marca 2016

Korona Kielce dzielna, Wisła Kraków walczy.


Piątkowe spotkania piłkarskie w polskiej lidze wbrew pozorom były bardzo emocjonujące. Pierwszy mecz,  wygrywającego od trzech spotkań Podbeskidzia Bielsko-Biała z Koroną Kielcę, nie zapowiadał się emocjonująco. Dwie drużyny z niższej części tabeli raczej nie wzbudzają entuzjazmu. A jednak! W polskiej lidze dzieją się rzeczy niesłychane. Stan murawy był dla obserwującego w telewizji kibica poniżej poziomu najwyższej klasy rozgrywek. Może pierwszoligowcy powinni grać na Orlikach! Granie w takiej murawie zagraża zdrowiu. 21-letni Eldhaji Pape Djibril Diaw, gracz rodem z Senegalu biegając po takiej miękkiej nawierzchni nabawił się poważnej kontuzji i musiał zejść z boiska w 81 minucie.  


Wcześniej zdecydowanie najlepszy tego dnia na boisku zawodnik Podbeskidzia Mateusz Szczepaniak strzelił gola na 1 : 0. Potem było dużo przepychanki piłkarskiej na boisku. Trzeba przyznać, że jeden element gry przy takim stanie boiska został przećwiczony szczególnie, a mianowicie zawężanie pola działania - zawodnicy gralil bardzo blisko siebie i to dla widza jest atrakcyjne. Kielczanie w drugiej połowie przejęli inicjatywę głównie dzięki większemu tak zwanemu ciągowi na bramkę. Gołym okiem można było dostrzec, że chcą strzelić gola. Chcą. I strzelili na trzy minuty przed końcem spotkania. Podział punktów. W meczu zawodnicy oddali 39 strzałów na bramkę. Korona zdobywa pierszwe punkty na wyjeździe. Podbeskidzie na 9. Korona na 13 miejscu. 


 Drugi mecz. Wisła Kraków - Piast Gliwice. Jeszcze kilka sezonów temu wielki potentat z apetytem na powiększanie kolekcji trofeów w polskiej piłce klubowej Wisła teraz słaba, biedna, z nowym "starym" tymczasowym trenerem. Już nikt przyjeżdżając do Krakowa na stadion przy ulicy Reymonta nie boi się. Jednak Wisła przedostatnia w tabeli nadal posiada zawodników z tak zwanej wielkiej Wisły Arkadiusza Głowackiego i Pawła Brożka. Przed tym spotkaniem do Wisły dołączył Rafał Wolski grający wcześniej w lidze włoskiej. A Piast to drużyna głodna, ale trochę też już syta. Piast Gliwice to największa niespodzianka w polskiej piłce od kilku lat. Bardzo dobrze zorganizowana i mocno zdyscyplinowana drużyna straciła kilka dni temu kosztem Legii przodownictwo w lidze. 


Pierwsza połowa to przewaga Wiślaków, przestali grać na tak zwane alibi. Podjęli rękawice i zaczęli grać to co potrafią. Wiślacy mieli kilka sytuacji podbramkowych i mogli strzelić bramkę. Czary, które opętały krakowską drużynę spętały im nogi i w 41 minucie Piast wyszedł na prowadzenie po szybkiej akcji czeskiego 28-letniego pomocnika Kamila Vacka i strzale z powietrza Chorwata Josipa Barisica. W pierwszej połowie jednym z bohaterów po doskonałych obronach był bramkarz Piasta 34-letni
Jakub Szmatula. Czy to prowadzi do nieprzyjemności spadku z ligi? O ludzie!

Druga połowa to zmiana taktyki. Wisła przejęła ponownie inicjatywę, a Piast kontrował. Krakowianie przeżywający chaos w klubie byli doskonałym odzwierciedleniem chaosu na boisku. Kwestią czasu była zmiany obrazu. Piast fizycznie prezentował się lepiej i to okazało się decydujące. Czarna wizja upadku w umysłach piłkarzy Wisły przekładała się na każdy element gry w piłkę nożną. Biała Gwiazda gasła, a nawet wydawało się, że piłka dla nich staje się kanciasta i trudna do celnego kopnięcia. Trener Broniszewski zagryzał wargi, trener Latal krzyczał na swoich zawodników mobilizując ich do składniejszych akcji. Patrząc na taki stan rzeczy można zadać pytanie: Komu zależy na tym, żeby Wisła spadła w ekstraklasy? Czy to zostało już politycznie rozstrzygnięte? 

Żaden zawodnik z czuba Wisły nie potrafił zrobić różnicy ani Wolski, ani Brożek, ani Boguski, ani Ondrasek. Jeśli nie ma zawodnika, który chętnie pogra w piłkę to wyciskanie siódmych potów nie pomoże przepchać piłki przez linię bramkową przeciwnika. Wiślacy ze spuszczonymi głowami wracali z pola karnego gliwiczan. Od 57 do 67 minuty stworzyli tyle sytuacji podbramkowych, że gdyby mieli Lewandowskiego w składzie to najprawdopodobniej prowadziliby 5 : 1. Właśnie w takim meczu widać jaka jest różnica w głowach zawodników tych najlepszych i tych przeciętnych. Ci najlepsi mają zimną krew i serce schowane na półce w szatni. 

Widownia w liczbie 10 082 osób pomagała jak mogła. Wisło, walcz! Wisło nie trać nadziei! Od 77 minuty kiedy brakowało już sił jednej i drugiej drużynie zaczęły się wymiany ciosów. Akcja za akcję. Gospodarze mieli dużą przewagę w posiadaniu piłki, bo byli w posiadaniu prawie 70 procent czasu gry, a co z tego. Ostatnio wielki Bayern przegrał, chociaż był 72 procent czasu gry w posiadaniu piłki. 

I stało się! W 81 minucie po rykoszecie piłka wpadła do bramki Piasta po strzale Bobana Jovica. Radość, ale niespełnienie. Jeśli Biała Gwiazda ma świecić dalej musi strzelić, musi się przełamać. Walczy. Walczy ostatnie 10 minut, ale Piast nie ułatwia. W 84 minucie Małecki nie strzela zwycięskiego gola. Powinien to zrobić! A potem sędzia doliczył jeszcze 3 minuty gry. W ostatniej akcji meczu karny! Paweł Brożek strzela i Szmatuła broni! Koniec. Remis.