sobota, 5 marca 2016

Legia - Górnik. Pierwsza i ostatnia drużyna ligi.


Gramy. Mecz gigantów polskiej piłki. Legia zdobyła mistrzostwo 10 razy, a Górnik 14 razy. Ostatnie mecze przegrane... Legia przegrała z Termaliką (a dzisiaj Termelika wygrała z Górnikiem Łęczna na wyjeździe), Górnik ze wznoszącym się Lechem Poznań. Po porażce inteligentny (bo chcę w to wierzyć) trener powinien zmienić rozłożenie akcentów w grze, być może nawet powinien zmienić taktykę gry, która wcześniej nie przyniosła efektów. Trener Czerkasow słynie z żartów, ale chyba żarty się skończą, jeśli Legia straci szansę na wygranie mistrzostwa, bo faworytem jest prawie jedynym i dobrze to dla polskiej piłki, gdyby Legia to mistrzostwo zdobyła, bo inne drużyny raczej Europy nie zawojują. Innymi słowy trener Legii musi, jednak trener Żurek myśleć musi więcej, bo i skład nie jest na wystarczającą walkę w Ekstraklasie, i morale w drużynie najlepsze nie jest.


Pierwsza połowa - zaskakująco żwawe widowisko. Na początku trochę takie badanie. Z niedowierzaniem można było oglądać doskonałe przygotowanie taktyczne jednego i drugiego zespołu, Legia była więcej przy piłce, ale tego można było się spodziewać, ale Górnik zastosował bardzo wysoki presing i dzięki temu w 38 minucie po błyskawicznej akcji 25-letniego Hiszpana Kante i wspaniałym wykończeniu 24-letniego Sebastiana Stebleckiego (syna znanego hokeisty) Zabrzanie wyszli na prowadzenie. Legia rzuciła się na przeciwnika. Utrata bramki z ostatnią drużyną wyzwoliło w legionistach sportową złość. Walczyli jak walczyć powinni i w doliczonym czasie gry szybko rozegrali rzut rożny i krótkie dośrodkowanie trafiło na głowę 27-letniego Czecha, lewego obrońcy - Adama Hlouska i przy kiepskiej postawie obrony gości piłka wpadła do bramki. 

Druga połowa to inne rozdanie. Przez prawie 20 minut w szybkim tempie piłkarze trzymali się wzajemnie w ryzach. Górnicy ambitnie biegali, Legioniści więcej mieli z gry, a do akcji, która ruszyła Legię, a całości była skonstruowana przez Jodłowca.


Po tej akcji Legia skoczyła na gości czując świeżą krew zmęczonego przeciwnika i w 63 minut Artur Jędrzejczyk wykorzystał dzikie, takie trochę na awanturę dośrodkowanie i strzelił głową gola. Nie bez winy pozostał bramkarz Radoslaw Janukiewicz.
Na dwadzieścia minut do końca spotkania, czyli na czas kiedy zawodnicy odczuwają oznaki zmęczenia w taki sposób, że odbija się to na poziomie gry, trener Żurek zmieniła dwóch zawodników. To było potrzebne. Na chwilę Górnicy złapali byka za rogi i wypracowali dwie sytuacje podbramkowe, ale nie bramkowe. I nagle się stało..., że trzeba zadać pytanie, że jak to się stało, że w jednej akcji zawodnicy Legii mieli trzy stuprocentowe sytuacje i nie wykorzystali żadnej (dwie Kucharczyka i jedna Nicolica).

Co się odwlecze to nie uciecze Nicolic podał Aleksandrowi Prijovicowi i wynik się zmienił na 3 : 1. Czas zaczął uciekać, a Zabrzanie walczyli. Legioniści robili błędy, proste błędy, Nicolicowi uciekała piłka. Górnikom się chciało grać, pokazali dobry koncept na granie, ale nie pokazali wielkiej woli walki. 

Górnik nie zasłużył na taką porażkę, a Legia tym samym nadal nie spełnia oczekiwań kibiców. Drużyna z Warszawy nie jest przygotowana do gry z dobrymi zespołami europejskimi. Można mówić o zmianach personalnych, ale chyba nie o to chodzi. Czegoś jeszcze Legii brakuje. A Górnikowi z taką grą należy życzyć pozostania w lidze. 

Legia - Górnik 3 : 1