czwartek, 17 marca 2016

Borussia z Piszczkiem, Sevilla z Krychowiakiem na ławce, Klopp, który chce Zielińskiego. Oto polskie akcenty w LE.

W Londynie nie padało, nie było mgły, Sherlock Holmes odpoczywał na Baker Street, a Tottenham dostał lanie.


 Już w 24 minucie Gabończyk Pierre-Emerick Aubameyang strzelił z ponad 20 metrów na bramkę bardzo chytrze, pomimo że bramkarz Kogutów wyciągnął się jak struna, padła bramka na 1 : 0 dla Dortmundczyków. Dwumecz 4 : 0 dla drużyny Piszczka. Mogliśmy spodziewać się w kolejnych minutach tylko przewagi Niemców.
Tuż po wznowieniu gry Łukasz Piszczek, nasz Łukasz Piszczek miał okazję do zdobycia gola, taką na 60-70 procent, ale nie wykorzystał drzemiącego w nim geniuszu. Przewaga psychiczna Niemców i swego rodzaju nieudolność Londyńczyków przyniosła spodziewanego gola. Znowu strzelił Pierre-Emerick Aubameyang. Tottenham odpowiedział trzy minuty potem, czyli w 74 minucie i było na tyle.
W Manchesterze chłopaki van Gaala ku zaskoczeniu wszystkim rozumnym przewidywaniom wzięli się w garść i w 32 minucie przełamali się. Po słusznej decyzji sędziego Anthony Martial bardzo precyzyjnie wykonał rzut karny zdobywając gola. Czerwone Diabły uwierzyły w moc jaka drzemie w Teatrze Marzeń Old Traford i rzuciły się na zawodników Juergena Kloppa. Mecz stał się bardzo atrakcyjny. Każda akcja z jednej jak i drugiej strony mówiąc językiem pszczelarskim palce lizać. Aż do ostatniej akcji pierwszej połowy. To co zrobił 23-letni Brazylijczyk Philippe Coutinho przeszło najśmielsze wyobrażenie. Wspaniały rajd, wspaniały gol. Gol, który można porównać do majstersztyków Maradony, ewentualnie jego młodszego rodaka z katalońskiego klubu.  Druga połowa była raczej wyrównana i wynik się nie zmienił. Na uwagę zasługuje wejście i ożywienie gry przez perełkę belgijskiej myśli szkoleniowej Divocka Origi.
W Sevilli pierwsza połowa FC Sevilla - FC Basel zaczęła się niepewnie. Po pierwszym spotkaniu zakończonym remisem szanse teoretycznie miały obydwie drużyny, ale wiadomo kto był zdecydowanym faworytem (i bynajmniej nie był to Bayern Monachium :-) ). Po prawie pół godziny równej gry padła bramka dla Sevilli po rzucie rożnym. Hiszpanie rzucili się do gardeł Szwajcarom. Karali każdą odważną akcję Helvetów. W 44 i 45 minucie potwierdzili swoją dominację w meczu i schodzili na przerwę z zaliczką trzech goli. Rozstrzygnięcie zapadło w pierwszej połowie, druga przyniosła tylko rozpaczliwe podrygi zespołu niewierzącego w końcowy sukces. 
Po tylu wrażeniach rodzą się wyobrażenia o wspaniałym finale, w którym mogli zagrać dwaj nasi znakomici zawodnicy Łukasz Piszczek i Grzegorz Krychowiak. Finał FC Sevilla - Borussia Dortmund to brzmi sensownie.